Ciężka lekkość – recenzja spektaklu „Quo Vadis” Teatru Montownia

Tagi

, , , , ,

quo-vadis-premiera-teatr-laznia-nowa-krakow-2014-10-02Teatr Montownia przyzwyczaił widzów do określonego stylu, żartu i formy. Montownia stała się i jest marką. Po spektakularnych „Trzech muszkieterach” panowie wzięli na warsztat Sienkiewiczowską powieść „Quo Vadis”.

To „Quo Vadis” by Montownia i nie ma co do tego wątpliwości. Trzeba mieć ich odwagę i ich sposób postrzegania rzeczywistości. Opowieść o płonącym Rzymie, boskim Neronie i zakochanym Winicjuszu w wykonaniu Montowni wolna jest od emocjonalnego ciężaru, od nadmiaru słów i historycznych uniesień. To rozrywka. To żart. Trawestacja. To oczko puszczone do widza.

Bo lew z in vitro, bo „teatr ubogi z elementami śpiewogry” jak głosi podtytuł przedstawienia. To wszystko się zgadza, jest i śpiew i melorecytacja, nawet układy taneczne. Panowie – dosłownie – dwoją się i troją wcielając w najrozmaitsze charaktery. Nie można im odmówić niebywałej umiejętności wchodzenia i wychodzenia z roli, są przy tym nieustająco czujni, nie gubią rytmu. Krawczuk, Perchuć, Rutkowski i Wierzbicki udowodnili wielokrotnie, że ich umiejętności i kreacje są najwyższej próby. Niestety przyjęta konwencja nie działa tak jak trzeba.

Przede wszystkim spektakl jest płaski. Na scenie dzieje się dużo, momentami można się nawet zaśmiać, ale w globalnym ujęciu „Quo Vadis” jest bardzo siłowe.

Spektakl, jak to u Montowni bywa, osadzony jest na jednej, niebywale zmyślnej konstrukcji. Konstrukcji, która także w „Quo Vadis” staje się szkieletem i piątym – w tym wypadku – aktorem. To niewątpliwie zabieg zawsze udany i wart podziwu.

Sceny są krótkie i szarpane. Nie przeszkadzałby ten zamysł zapewne nikomu, gdyby nie to, że kolejne sceniczne układy zamiast zapętlać żart – frustrują. Humor jest szablonowy, brakuje w tym wszystkim tej abstrakcji, tego absurdu. Absurdu, ironii, którymi w tak zręczny sposób, nieporównywalny do nikogo i niczego, operowali Montowniacy. W „Quo Vadis” brakuje ducha Montowni. Jest ciało, są umiejętności, jest technika. Zabrakło tego celnego punktowania, zabrakło słodko-gorzkich uszczypliwości i humoru. „QV” momentami nuży.

Ogromnym plusem jest muzyka na żywo – wielki ukłon w stronę Wiktora Stokowskiego. Efekty dźwiękowe malują rzeczywistość sceniczną i dodają historii znaków interpunkcyjnych.

„Quo Vadis” to widowisko rozrywkowe – technicznie poprawnie rozegrane. Widownia zaśmiewa się, żywo reaguje, odbiór jest jak najbardziej słuszny. To ważne – społeczeństwo potrzebuje radości, prostej, czystej radości. W „Quo Vadis” by Montownia widzowie dostają ją tonami. Opinie dotyczące najnowszej inscenizacji Montowniaków są całkowicie skrajne. Każdy odbiera ją inaczej, czego innego oczekuje i co innego go śmieszy. To ważne, że spektakl wzbudza dyskusje. Największą porażką dla dzieła – w tym wypadku dla obrazu teatralnego jest obojętność. Jeśli spektakl wzbudza emocje to znaczy, że jest społecznie żywy i istotny.

1392391434183

katarzyna hanna binkiewicz

krytykat

 

 

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.