Tagi

, , , , , , , ,

pobraneHistoria kraju, historia społeczeństwa, historia człowieka. Historia, która zdarzyła się naprawdę. Mrozi krew w żyłach, paraliżuje, odblokowuje emocje z którymi na co dzień nikt nie chce i nie ma okazji się konfontować. „Samospalenie” w Teatrze Praga to spektakl wstrząsający, trudny, ale szalenie ważny.

Monodram Przemysława Bluszcza bazuje na przejmującej historii Ryszarda Siwca, który podczas Centralnych Uroczystości Dożynkowych na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie w 1968 roku dokonał samospalenia w akcie sprzeciwu wobec interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Ten bohaterski, acz przerażający czyn staje się momentem krytycznym w życiu i karierze oficera Służby Bezpieczeństwa, którego na scenie Teatru Praga kreuje Przemysław Bluszcz.

Odrzucający, budzący strach oficer SB dokonuje swoistej analizy własnego życia. Szuka własnej tożsamości, chwali się, niekiedy także – w bardzo specyficzny sposób, z wrodzoną oficerowi Służby Bezpieczeństwa nieomylnością, próbuje się wytłumaczyć. Momentami bezbronny, w znacznej większości jednak przerażający, silny, wręcz opancerzony. Odcięty od swoich emocji, od zwykłego, ludzkiego przeżywania życia. Gdzieś głęboko w środku tak naprawdę zastraszony i nieporadny. Wyzuty z własnego życia, nauczony myślenia i czucia. Po trosze prawdziwy, ale zdecydowanie częściej stworzony… Ulepiony przez SB, z pseudonimem operacyjnym, z konkretnym planem działania i celem.

Jednak sytuacja, która spotyka go podczas Centralnych Uroczystości Dożynkowych przekracza przewidywalność. Wymyka się nawet wywiadowi. Zanurzony w tę historię oficer SB spotyka się niejako na nowo z samym sobą, bardzo delikatnie, niepewnie dotyka także własnych emocji. Wzruszający list, który Ryszard Siwiec napisał do rodziny tuż przed podpaleniem, ostatnie nagranie… – te wszystkie materiały, cała ta historia sprawiają, że twardy i bezwzględny oficer nieco łagodnieje. Ta łagodność peszy go, obrzydza, budzi lęk. Przecież nie może sobie pozwolić na słabość. Nie może pokazywać uczuć. Nie może popełnić błędu. Jest i musi być maszyną, bezbłędnie działającą. A jednak, w sercu, w głowie, w duszy głównego bohatera zachodzi pewna zmiana. Mechanizmy ruszyły i nikt ich nie zatrzyma. Dlaczego ta historia stała się punktem zwrotnym w życiu bezwzględnego oficera Służby Bezpieczeństwa? Odpowiedź, którą widzowie dostają podczas spektaklu – obezwładnia.

„Samospalenie” to trudny i bardzo wymagający spektakl. Prawdziwa historia przeplata się z literacką fikcją. Trudno też o chronologię, a i punkt centralny spektaklu początkowo wydaje się być zupełnie gdzie indziej. Historia w historii.  Nie da się jednak ukryć, że to obraz ważny i potrzebny. Dotykający nie tylko historii Polski, społeczeństwa, ale także historii człowieka związanego z minionym systemem, społecznie odrzuconego, który próbuje odnaleźć siebie samego. Po obejrzeniu „Samospalenia’ w wykonaniu Przemysława Bluszcza trudno wyobrazić sobie kogokolwiek innego w tej roli. Silny, bezkompromisowy, niewzruszony z każdą minutą zdejmuje z siebie nieco ciężaru. Bluszcz w roli oficera SB bardzo precyzyjnie i – co istotne – świadomie posługuje się swoim ciałem. Jego zachowanie, emocje, które przekazuje całym sobą bezbłędnie harmonizują z historią, która w danym momencie żyje na scenie. Przemysław Bluszcz dał swojej postaci sto procent realności, nie ma mowy o udawaniu. Wraz w jego wyjściem na scenę, całe audytorium przenosi się do innej rzeczywistości. To trudna i wymagająca skupienia podróż. Bluszcz jest momentami naprawdę przerażający. Jego emocje nie są zagrane. One istnieją, uderzają z całą mocą. Energia spektaklu jest rażąca. Bluszcz stworzył postać nieoczywistą, targaną potężnymi afektami. Budzi obrzydzenie i współczucie. Stawia mnóstwo znaków zapytania, niemych znaków, które pulsują w głowie jeszcze długo po wyjściu z teatru.

Spektakl w reżyserii Krzysztofa Szekalskiego nie daje jednoznacznych odpowiedzi, nie daje tak naprawdę żadnych odpowiedzi i nie też nie po to, jak mniemam, został stworzony. „Samospalenie” to obraz, który pobudza do refleksji, do przeanalizowania historii, którą widzowie poznają dzięki oficerowi SB. „Samospalenie” nie ocenia, nie szufladkuje, nie potępia i nie wydaje wyroków.

katarzyna hanna binkiewicz
krytykat
 
Scenariusz i reżyseria: Krzysztof Szekalski
Scenografia: Kobas Laksa
Obsada: Przemysław Bluszcz
Reklamy