dziwka-plakatKolejny dramat Hanocha Levina doczekał się inscenizacji. „Dziwka z Ohio” dotąd nie budziła zainteresowania reżyserów, aż tu nagle, w rękach Adama Sajnuka, odradza się jakby na nowo, z nową energią, ale i niezmiennie ostrymi rysami.

Bohaterowie Levina budowani są dość schematycznie. Zagubieni w czeluściach rzeczywistości, gdzieś pomiędzy samotnością a pragnieniem zmiany. „Dziwka z Ohio” w Teatrze WARSawy z pewnością jednak schematyczna nie jest. Sajnuk wycisnął z tekstu wszystko, co najistotniejsze. Dotknął tego, co najczulsze – ludzkich ułomności, emocjonalnych deficytów.

Poznajemy dwóch żebraków – Hojbittera (Zygmunt Malanowicz) i jego syna Hojmara (Bartosz Adamczyk). Ich historia niewątpliwie jest gorzka, ale jakże w tej swojej goryczy mądra i cięta. Hojbitter w dniu siedemdziesiątych urodzin postanawia obdarować siebie samego odrobiną rozkoszy i udaje się do znajomej nieznajomej dziwki – Bronacacki (Agnieszka Przepiórska). Wiadomo, czym jak czym, ale groszem akurat starzec nie śmierdzi, próbuje się więc targować z marzeniami. Bezsensownie, końcem końców i tak płaci należną sumę. Za nic, bo niestety męskość Hojbittera odmawia mu posłuszeństwa. Słodycz rzeczywistości. Poniżony, emocjonalnie zbolały, niezaspokojony i bez pieniędzy. Takiego właśnie znajduje go Hojmar. Zatrwożony, zmartwiony – pytanie tylko o kogo, albo o co? O ojca czy może raczej o jego pieniądze? Kto tu przed kim gra?

Degrengolada. Wesoły trójkąt moralnego upadku. Każdy z bohaterów „Dziwki z Ohio” brodzi w swoim życiowym błocie. Sięgnęli dna, może to czas by się odbić? Może się uda? Może gdzieś, tam w środku, bije jeszcze szczere i gorące serce… Może..

„Dziwka z Ohio” w Teatrze WARSawy jest harmonijna. Nie jest historią, w której jedynymi środkami wyrazu są przekleństwa i akty seksualne. Wulgarny tekst szokuje i śmieszy, mocno zarysowane postaci stają się swoimi własnymi karykaturami, ale ta obsceniczność ma swoje ramy. To jest absolutnie niesamowite, że Adamowi Sajnukowi udało się odnaleźć taki bezpieczny złoty środek między niesmakiem a zaciekawieniem. Szokujący dialog ojca z synem o „opluwaniu fiuta” staje się czymś o wiele wznioślejszym. Gorzkim rozrachunkiem ze światem, z niesprawiedliwością. Wyrazem niesamowitej goryczy i żalu.

Mocne aktorstwo to niezaprzeczalny walor tego spektaklu. Sceniczne trio w swoich afektach jest równie harmonijne, jak cały obraz. Aktorzy biegają po emocjach – delikatnie, bezszelestnie, drwią z rzeczywistości by zaraz napiąć linę, uderzyć i sprowokować widza. Do zastanowienia, do śmiechu, płaczu. Agnieszka Przepiórska to prawdopodobnie najzdolniejsza artystka swojego pokolenia. Stworzyła niebywale skomplikowaną emocjonalnie postać, jest bezbłędna w pociąganiu za sznurki swojej wyuzdanej marionetki. Miota się między pragnieniem prawdziwej miłości i materializmem najczystszej postaci. Jest przebiegła, wyuzdana, bezczelna, tylko gdzieś między wierszami można zobaczyć jak jej gesty stają się miękkie i delikatne i jak całym ciałem błaga o miłość. O szacunek, o godne życie. Bardzo odważna i mocna kreacja. Jej dziwka nie jest banalna, nie jest przewidywalna, prosta. Zygmunt Malanowicz i Bartosz Adamczyk także stworzyli bardzo silne i wielopłaszczyznowe postacie. Malanowicz jest neurotyczny do granic. Adamczyk natomiast zachwyca swoim rozedrganiem, walką między żądzą a potrzebą bliskości.

Efekt jest tak spektakularny także ze względu na niesamowicie inspirującą i sugestywną scenografię autorstwa Katarzyny Adamczyk. Lampa uliczna, kontener i skrzypiące, zardzewiałe łóżka – nie trzeba dużo by było efektownie.

„Dziwka z Ohio” to zajmujący, gorzki obraz świata. Studium człowieka, który pochłonięty żądzą – traci rozum. To także historia o potrzebie bliskości, o miłości ojca i syna, o śmierci i starości. O niesprawiedliwości. Pod skorupą perwersji i przekleństw jest całe mnóstwo nierozwiązanych konfliktów, trudnych, nieprzepracowanych emocji. Adam Sajnuk dostrzegł to i z precyzją chirurga otwiera kolejne zamknięte w sercu i umyśle widza szuflady. Szokuje celowo. Chce sprowokować do zastanowienia, do dyskusji, do myślenia. Postacie Levina są jak marionetki w rękach losu, a widz po obejrzeniu spektaklu „Dziwka z Ohio” chciałby się sprzeciwić, zburzyć coś, zmienić. Może to wyraz sprzeciwu wobec bezmyślnego czekania na to, co przyniesie los? Oniryczny spektakl w Teatrze WARSawy to bardzo ciekawa propozycja dla odważnych, którzy nie boją się zmierzyć z szokującą, ostrą rzeczywistością. Gorzką i bezlitosną. Podejmiesz wyzwanie?

katarzyna hanna binkiewicz
krytykat
 
 
Reklamy