Jak się zapełnia pustkę? Pustkę po kimś, kto był nierozerwalną częścią Twojej rzeczywistości. Pustkę tak ogromną, ciemną, bezkresną, że sama myśl o niej paraliżuje ciało.

Jak?

Bo ja nie wiem. Nie umiem. To przekracza moje umiejętności, moje zasoby, moje czucie i moje rozumienie.

Nie umiem. Nie potrafię przyjąć, że Ciebie nie ma i już nigdy z rozedrganym zaciekawieniem nie zapytasz mnie o wybranka mego serca.

Nigdy. Co za obrzydliwe słowo.

Nie umiem.

Chociaż bardzo bym chciała iść dalej bez ciągłego oglądania się za siebie. Bez nieustannej regresji do tamtych emocji i uczuć. Trzy schody do przodu – piętro do tyłu. Tak się właśnie czuję. Może dlatego tak bardzo lubię mieć zapchany kalendarz. Bo nie mam czasu, nie mam okazji, jestem zbyt zmęczona..

Ktoś mi kiedyś powiedział, że największe rany to te najgłębiej schowane. Takie, których nie zauważysz ot tak, nie poczujesz, nie usłyszysz. To rany tak głębokie, że serce nie ma nawet siły ich pozszywać. Teraz rozumiem. Rozumiem, że uśmiech na twarzy, roześmiane usta mogą być podszyte wielkim smutkiem i cierpieniem. Wiem, że każdy ma maski, które pomagają mu dopasować się do rzeczywistości. I wiem też, teraz wiem, że istnieje taki ból, którego nikt i nic nie jest w stanie ukoić.

Nic.., może poza czasem, ale tego nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć i wiedzieć na pewno.

Jedna z podstawowych zasad dobrego psychologa? Nie porównuj cierpień.Prawda, którą testowałam w sobie długo i polecam każdemu. To nie tylko kwestia poszerzenia horyzontu patrzenia na daną sytuację. To także wewnętrzna mądrość, która pozwala lepiej i mniej agresywnie oceniać bodźce z zewnątrz.
Bo jeśli komuś jest źle, to jest mu źle. I przyjmij to za pewnik, nie dyskutuj. To jego subiektywne odczuwanie, jego cierpienie.

Nie podśmiewaj się z tego, że płacze bo tęskni za dziewczyną, bo stracił pracę, bo …

Każdy ma prawo cierpieć i nie nam oceniać jest sensowność tego uczucia.

Subiektywność odczuwania. Rozumiem to wszystko teraz i już nie kłócę się z życiem. Nie kłócę, wcale nie o to chodzi. Chciałabym tylko, żeby ktoś/coś pozwoliło mi się uwolnić. Pogodzić, z szuflady „teraźniejsze cierpienia” przenieść do „pamięć / cudowne wspomnienia”. Zamknąć to. Zamknąć, ale nie w sensie zapomnieć. Ja nie chcę o Tobie zapomnieć. Chcę pamiętać, chcę celebrować każde wspomnienie, ale ze spokojem. Nie tak jak teraz, wysmarkując już trzecią chusteczkę. Nie chcę, żeby myśli o Tobie były tak bolesne. Chcę mówić o tym z radością, cieszyć się każdą przeżytą wspólnie chwilą. Chcę już zrzucić maskę, że jest dobrze. Chcę, żeby było dobrze.

Śmierć to za mało by przestać kochać. To prawda, ale ta pustka po Tobie w sercu nie pozwala mi być w pełni dawną Kaśką. Regularnie, jak zaprogramowany budzik, to cierpienie wraca do mnie. W najmniej oczekiwanym momencie rozpieprza mi głowę i wpuszcza łzy do oczu. A ja czuję zażenowanie i myślę sobie: dziewczyno…, masz prawo cierpieć, to Twoje odczuwanie, ale długo jeszcze? I pęka mi serce.

A ja bym tylko chciała się pogodzić. A razem z pogodzeniem przyszedłby spokój…

Advertisements