W-obronie-jaskiniowca-210x307Odwieczna walka płci to to temat rzeka, z którego czerpią od lat reżyserzy, poeci, kabareciarze i piosenkarze. Trudno o bardziej kontrowersyjny a przy tym tak zabawny wątek, który śmieszy dumne damy i mężnych kawalerów. Emilian Kamiński w swoim monodramie „W obronie jaskiniowca” z ogromną dozą dystansu mówi o damsko-męskich gierkach. Bez lukru i konwenansów. Sama esencja.

Moją królową monodramów niezaprzeczalnie jest Krystyna Janda i to nie ulega wątpliwości.

I wtedy, w pewne niedzielne popołudnie na scenie Teatru Kamienica pojawił się on – Emilian Kamiński. Stało się jasne. Królową jest Krystyna Janda, królem monodramów natomiast bezapelacyjnie zostaje Emilian Kamiński. Czarodziej słowa, gestu i ciała. To jak pracuje sobą na scenie wprawia w osłupienie. W szalonym tempie przechodzi z emocji na emocje, z oburzonej żony płynnie wchodzi w rolę głośnego, prawdziwego samca-zdobywcę. To nie wszystko. Kamiński na scenie buduje całą rzeczywistość, kreując niezliczoną ilość postaci. Każda minuta to nowa energia, nowa sytuacja przedstawiona na zasadzie kontrastu – oczami panów i pań. Są przyjaciółki objadające się pączkami, jest syn, wnuki, są koledzy i opowieści o wojsku. Jest kłótnia o sprzątanie, zakupy i teściową. Nie sposób się nudzić, a i o wypadnięciu z fabuły nie może być mowy – każda sekunda wypełniona jest do cna.

Brawa nie cichną, a głośny śmiech zagłusza niekiedy samego Kamińskiego. Śmieją się panie i śmieją panowie. „W obronie jaskiniowca” to obraz uniwersalny, z jednym tylko zastrzeżeniem – dystans do rzeczywistości konieczny. Zabawa konwencją jaką serwuje nam Kamiński, który staje się lustrem i nauczycielem w jednym, to zabawa na najwyższym poziomie. Siłą tego spektaklu jest jego wiarygodność. To nie są opowieści oparte na sztucznych szkieletach i scenariuszach. To historie z życia wzięte, które każdy z nas kiedyś przeżył lub obserwował. To cała prawda o niebywale różniących się dwóch światach. O wątpliwym porozumieniu i niezaprzeczalnych konfliktach.

Nie wyobrażam sobie by ktokolwiek mógł to zrobić lepiej. Kamiński będąc jednocześnie reżyserem i aktorem sprawił, że spektakl jest lekki, ale niewątpliwie stwarza też okazje do zastanowienia się. Tempo jest wyważone, spektakl nie męczy, chociaż z pewnością po wyjściu z teatru brzuch na wysokości przepony boli dotkliwie. Ależ jaki to przyjemny ból…. Jakaż to rozkosz zobaczyć na scenie człowieka z pasją. Człowieka, który ma nie tylko niesamowity warsztat aktorski, ale także niebywałe i niewymuszone poczucie humoru. Plastyczność jego ciała doprowadza publiczność do wrzenia. Kamienica is on fire. To zdecydowanie najlepszy ogień jaki mogłam poczuć.

katarzyna hanna binkiewicz
krytykat
 
 
Scenariusz na podstawie sztuki Roba Beckera
Współpraca literacka: Dorota Kamińska i Mariusz Arno-Jaworski
Reżyseria i wykonanie: Emilian Kamiński
Advertisements