Zrób, napisz, to się uda. Potrzebne, przydatne, pomocne.
Dlatego też zrobiłam i napisałam.
Namawiana usilnie przez bliskich, zgodziłam się.

Choć… podeszłam do tego krytycznie.

 Bo kiedy? Po co, dla kogo? Tego w internecie na pęczki, jaką ja mogę mieć siłę przebicia? Kogo będą interesowały moje wywody na temat komercjalizacji teatrów i sposobów zarządzania czasem?

Podeszłam do tego krytycznie.

Przecież jest tyle innych rzeczy, piszę tak dużo, że sama zastanawiam się nad sanatorium w Ciechocinku. Nie będę mieć czasu, będę się powtarzać i nikt mnie nie będzie czytał.

Podeszłam do tego krytycznie.

Po tygodniach krzyków, zaciskania pięści i jękach, w głowie pojawiła się genialna myśl. Istotnie, przecież to wolność. Mogę robić błędy logiczne, wstawiać, przecinki, gdzie, nie powinnam, dodatkowo jeszcze mogę napisać, że kocham kreacje Ignacego Gogolewskiego czy urodę Doroty Pomykały i nikt niczego po mnie nie poprawi i nie zmieni. Jak będę miała ochotę napiszę też o toniku z Body Shop’u i dobrej kaczce w Wook’u.

Wolność, wolność, wolność.

I tak od słów do czynów. Powstał krytykat. Dla ludzi, którzy chcą wiedzieć i potrafią patrzeć na świat z dystansem.
Będzie o życiu. O człowieku, kulturze, emocjach.

Będzie KRYTYCZNIE.

A na koniec kilka słów o autorce…

katarzyna

Katarzyna Hanna – zakochana w rzeczywistości, szczególnie tej, którą kreuje jakiś dobry twór kultury. Dużo pisze, trepanuje słowa, operuje sens i myśli. Pracuje jako redaktor, krytyk teatralny i specjalista ds. public relations. Uwielbia ludzi, szczególnie tych, którzy niosą ze sobą ciekawe emocje. Nie lubi stagnacji. Wieczorami najczęściej można ją spotkać w teatrze. Chcę stworzyć coś, co będzie opierało się wszelkim ograniczeniom i cenzurze.

Advertisements