krytykat

Autorka

Moje publikacje

Współpraca

17 poniedziałek Mar 2014

Posted by krytykat in Kultura , Teatr

≈ 1 komentarz

To odważny krok mierzyć się z historią Christiane F. Historią, którą zna chyba każdy i która wywołuje niezmiennie od lat ogromne emocje. Trzeba mieć niesamowite wyczucie, by opowiedzieć ją wiarygodnie i jednocześnie nie uczynić jej zbyt wulgarną, tym bardziej, gdy za główną grupę odbiorców uznaje się młodzież. Spektakl „My, dzieci z dworca Zoo” w Kamienicy jest dokładnie taki, jaki być powinien. Po prostu. Każdy szczegół jest dopracowany, nie ma półśrodków, wszystkie sceny są wyważone w swoim przekazie. Jest gorzko i celnie, ale bez przesadnego epatowania nagością i strzykawkami.

Historia Christiane F. powinna być nauką i przestrogą dla wszystkich. Szczególnie dla tych, którzy przekonani są o swojej omnipotencji i umiejętności panowania nad wszystkim.

Wypiję tylko raz, wstrzyknę sobie tylko, żeby spróbować, będę palić tylko w weekendy, co mi szkodzi?

P R Z E C I E Ż N I E J E S T E M U Z A L E Ż N I O N Y!

To zdanie dźwięczy w uszach jeszcze długo po wyjściu z teatru. Każdy narkoman jest przekonany, że panuje nad swoim nałogiem, a uzależnieni są wszyscy poza nim. Ta pewność znika dopiero wtedy, gdy nałóg wgniata w najczarniejszą otchłań, gdy zaczyna sterować całym życiem, każdą aktywnością. Poznajemy historię Christiane F., opowiedzianą przez nią samą, przez jej przyjaciół, rodziców. To tak jakbyśmy kartkowali jej osobisty dziennik. Krok po krok przechodzimy przez jej życie, które nieustannie przeplata się z nałogiem. Nałogiem, który nie chce jej uwolnić. Nałogiem od którego ona nie potrafi się uwolnić.

W Teatrze Kamienica spektakl „My, dzieci z dworca Zoo” prowokuje do zastanowienia. Przestrzega, ale nie umoralnia. Nie wartościuje, nie ocenia, nie stara się na siłę nakłonić do jedynego słusznego toku rozumowania. To wszystko dzieje się samo, za pomocą środków, które zastosowali twórcy. Ten spektakl pokazuje rzeczywistość prawdziwą, bez teatralnego ubarwienia. Dzięki temu ten przekaz jest tak celny. Twórcy nie skupili się wyłącznie na kwestii uzależnienia, ale także na wewnętrznej walce bohaterów, na psychologicznych motywach ich działania. „My, dzieci z dworca Zoo” pokazuje jak łatwo jest stracić kontrolę nad własnym życiem i jak przerażające ma to konsekwencje. Co ważne, to przedstawienie kwestie uzależnienia traktuje systemowo. Nie ocenia, ale pokazuje i analizuje kolejne możliwe czynniki. Dotyka samotności, cierpienia, problemów w domu i z rówieśnikami. Dotyka człowieka i całej struktury w której żyje.

Doprawdy trudno stwierdzić, co jest największą siłą tego obrazu. Dzięki swojej spójności jest mądrą, gorzką całością. Wszystkie elementy logicznie się zaziębiają. Aktorstwo w tym spektaklu jest na najwyższym poziomie. Role są wymagające, zbudowane silnymi emocjami. Dodatkowo sceny są krótkie, poszarpane, a tempo spektaklu bardzo szybko się zmienia. Aktorzy żonglują postaciami, biegają po cienkiej linie beztroskiej zabawy i prawdziwych tragedii. Każdy charakter wnosi na scenę nową energię, tu nic nie jest powtarzalne, tu nic nie jest banalne. Castellanos zadbał o to, by aktorzy zagrali sobą. Swoim ciałem, gestami, mimiką, słowem. Nie znajdziemy w tym spektaklu modnych i widowiskowych efektów, projekcji 3D czy spadających z nieba samochodów. Tutaj gra człowiek. Gra celnie, mądrze, pięknie. Genialny Adam Serowaniec, po trosze ojciec, po trosze narkoman, w sposób niebywały buduje swoje postaci, dając im sto procent realności. Jego kreacje są sugestywne i szalenie wyraziste, a przede wszystkim prowadzone są bardzo konsekwentnie. Niebywałe emocje wzbudza także kreacja Katarzyny Ptasińskiej, wcielającej się w postać Kessi – przyjaciółki głównej bohaterki. Jej Kessi jest niebywale przekonująca, figlarna, nieco obsceniczna. Ptasińska ma niebywale plastyczne ciało, każda emocja, którą przekazuje wydaje się wręcz mieć swoją melodię. To debiut sceniczy Katarzyny Ptasińskiej, tym bardziej należy podkreślić siłę tej kreacji – bardzo mocna rola, niesamowita praca głosem i ciałem. Gracja Niedźwiedź, która wciela się w rolę Christiane, urzeka umiejętnością stąpania po emocjach, płynnie przechodzi z delikatnej i niewinnej dziewczynki do zgorzkniałej, bezmyślnej, pochłoniętej nałogiem nastolatki.

Do zachwycających kreacji należy dodać muzykę Dżemu i scenografię, która mimo swojej oszczędności jest bardzo wymowna. To wszystko tworzy całość, która precyzyjnie trafia do widza. Tak młodego, jak i tego nieco starszego. „My, dzieci z dworca Zoo” to ważny, przejmujący obraz, który łapie za serce, ale nie robi tego komercyjnymi chwytami. To spektakl charakterów, emocji, słowa. Tutaj krzyczy człowiek i jego emocje. Widzowie mimowolnie stają się świadkami opowieści, która boli i porusza. Reżyser tak pokazał tę historię, by sprowokować widza do myślenia i do odczuwania. I tak się dzieje – jedni są sfrustrowani głupotą nastolatki i pojękują głośno, gdy ta kolejny raz powtarza, że nie jest uzależniona. Inni empatyzują i starają się choćby oczami przytulić samotną Christiane. Ten spektakl wzbudza emocje, prawdziwe, silne emocje, które zostają w sercu na długo.

Twitter

Facebook

Pingback: Idziemy do teatru! – co warto zobaczyć w Warszawie w kwietniu. | krytykat

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. ( Log Out / Zmień )

Komentujesz korzystając z konta Twitter. ( Log Out / Zmień )

Komentujesz korzystając z konta Facebook. ( Log Out / Zmień )

Komentujesz korzystając z konta Google+. ( Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Powiadamiaj mnie o nowych komentarzach poprzez e-mail.

Otrzymywanie zawiadomień o nowych pozycjach pocztą elektroniczną.

Emocje & Lifestyle

krytyTALK

Książka

Kultura

Teatr

There was an error retrieving images from Instagram. An attempt will be remade in a few minutes.

Każdy ma swojego Anioła….

O poszukiwaniu… – recenzja spektaklu „Nos” w reżyserii Janusza Wiśniewskiego w Och-Teatrze

Marionetka życia – recenzja spektaklu „Calineczka dla dorosłych” Teatru Montownia i Teatru Papahema w Teatrze Powszechnym

Znane piekło czy nieznane niebo? – recenzja spektaklu „Wujaszek Wania” w Teatrze 6.piętro

„Don Kichot z Kamienicy” – miłość, pasja i marzenia

Radość jest częścią Ciebie – recenzja książki „Radość. Poczucie szczęścia, które masz w sobie”

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma… – recenzja spektaklu „Kolacja na cztery ręce” w Teatrze Kamienica

Miłosny wielokąt – recenzja spektaklu „Intryga” w Teatrze Kamienica

To kill or not to kill? – recenzja spektaklu „Truciciel” w Och-Teatrze

Emocjonalny trójkąt – recenzja spektaklu „Artysta” w Teatrze Młyn

Maj 2016

Styczeń 2016

Listopad 2015

Wrzesień 2015

Lipiec 2015

Czerwiec 2015

Maj 2015

Kwiecień 2015

Marzec 2015

Luty 2015

Styczeń 2015

Grudzień 2014

Listopad 2014

Październik 2014

Wrzesień 2014

Sierpień 2014

Lipiec 2014

Czerwiec 2014

Maj 2014

Kwiecień 2014

Marzec 2014

Luty 2014

Styczeń 2014

Grudzień 2013

Listopad 2013

Październik 2013

Wrzesień 2013

Sierpień 2013

Lipiec 2013

Czerwiec 2013

Maj 2013

Kwiecień 2013

Kopiowanie, rozpowszechnianie tekstów, zdjęć, grafik oraz kopiowanie, rozpowszechnianie i publiczne odtwarzanie plików audio-wideo opublikowanych na stronie https://krytykat.wordpress.com jest dozwolone jedynie pod warunkiem uzyskania wcześniejszej zgody właściciela serwisu.

Strona Krytykat używa cookie. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Temat Chateau .

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 25 obserwujących.